środa, 22 października 2014

Oneshot nr.2

~~~~~~~~
Cześć! Przepraszam za to, że nie ma jeszcze nowego rozdziału, nie wiem kiedy się on pojawi, mam nadzieję, że jak najszybciej, ale liceum zabiera mi 89% czasu. Tytuł to oneshot, ale nie dodaję go tu. Chodzi o to, że to jest jakby to opowiadanie w skrócie (chociaż nie koniecznie, bo nie jestem pewna czy dokładnie tak to potoczę), wyjątkiem jest to, że występuje tu Larry, ponieważ jestem ES i LS jednocześnie i tak mi się jakoś wymyśliło :D Tak więc jeśli czytasz to opowiadanie, prawdopodobnie nie powinnaś czytać oneshota, ale  to zależy od ciebie. Niżej daję linka. Do zobaczenia :*



sobota, 4 października 2014

Rozdział 11

~~~~~~~~~~~~~~~~
Więc wraz z początkiem sierpnia ruszyła promocja filmu. Zaczęły się wywiady, sesje, itp. Prawdę powiedziawszy, myślałam wtedy, że to już jest szczyt. Bo jakby, oni dalej koncertowali i serio nie mieli czasu na nic więcej. Byli wykończeni. Kiedy 10 sierpnia zagrali ostatni koncert w Ameryce, myślałam, że zwolnią trochę i odpoczną. Jakże się pomyliłam. To był właśnie moment, w którym liczba wywiadów i sesji potroiła się. Reporterzy dosłownie bili się o choćby trzy minuty rozmowy z chłopakami. Gazety, blogi, vlogi, stacje telewizyjne, radia. Wszystko. A ja w tym wszystkim uczestniczyłam. Za każdym razem siedziałam po za obiektywem, gdzieś zboku na krześle, kanapie, albo po prostu na podłodze pod ścianą. Rozumiałam pytania, które dotyczyły kariery chłopaków, płyty, koncertów, fanów, filmu, w końcu o to chodziło w tej całej promocji, ale kiedy reporterzy zaczęli schodzić na temat życia prywatnego, mimowolnie wywracałam oczami. Bo jak niby to czy obecnie masz dziewczynę albo czy planujesz zrobić sobie nowy tatuaż ma się do filmu. Oh. A pytań o to kogo obsadziłbyś w roli swojej żony w filmie albo kto byłby najlepszym Bond'em, to już kompletnie nie rozumiałam. Ale to rzeczywiście było śmieszne. 
Prawdę powiedziawszy, miałam dość. Miałam tego naprawdę dość, a siedziałam tylko z boku i te pytania nawet mnie nie dotyczyły. Widziałam po chłopakach jak ich to męczy i jak nie raz zaciskają pięści, żeby nie powiedzieć czegoś, czego mogli by żałować. I o ile Niall i Liam jakoś jeszcze znosili tą sytuację, tak Harry, Zayn i Louis, byli nią po prostu zmęczeni i zirytowani. Właściwie, to sprawiło, że spędzałam z Horan'em jeszcze więcej czasu, ponieważ Hazz zwyczajnie chciał odpocząć i przespać się, tak jak cała reszta, a ten farbowany blondyn jest jakby chodzącym wulkanem energii. Wiecie jak wygląda dziecko, które zje za dużo cukru? Dokładnie taki jest Niall. Kiedy oni zaszywali się w swoich pokojach hotelowych i odłączali się od całego świata, on miał na tyle energii, żeby pójść ze mną na kawę, coś zjeść, zagrać w piłkę albo na konsoli... Ok. Może zagrać to za dużo powiedziane. To raczej wyglądało tak, że on grał, a ja tylko komentowałam i wkurzałam się, kiedy przegrywałam.  Nie ważne. Chodzi o to, że spędzaliśmy razem miło czas i poznawaliśmy się co raz bardziej, a mi się to podobało. I jeszcze jedno. Harry w końcu przyzwyczaił się do tego, że widzi mnie w koszulkach Niall'a, których ostatnio trochę przybyło w mojej walizce. Hahaha. Szczegół. 
A wracając do rzeczy bardziej istotnych. Na ostatni tydzień przed premierą, chłopaki mieli wrócić do Londynu, dlatego też ostatni dzień wywiadów, jak zaczął się o siódmej rano, tak skończył o dziewiątej wieczorem, kiedy oficjalnie przeszliśmy odprawę i zajęliśmy miejsca w samolocie.
I mogę z czystym sumienie powiedzieć, że to był najbardziej wykańczający dzień, jakby w całym moim życiu. Począwszy od tego, że się nie wyspałam to miałam problem ze znalezieniem mojego buta i prawie wydłubałam sobie oko moim tuszem do rzęs, trzy razy kursowałam pomiędzy hotelem a studiem nagraniowym, pomagałam Lou i Caroline, musiałam przez jakiś czas zajmować się Lux, biegałam po kawę dla chłopaków i lekko posprzeczałam się z Harry'm. To ostatnie, to było może trochę z mojej winy, ale nie ważne. Chodzi o to, że podczas jednego z wywiadów, chłopcy zostali zapytani o to kogo z pośród nich wybraliby, żeby umawiał się z ich siostrą. Harry odpowiedział, że nikogo, ponieważ był w trasie i widział co się tam dzieje. Powiedzmy, że nie za bardzo przypadło mi do gustu to co powiedział. Nie mam tu na myśli tego, że nie wybrał kogoś konkretnego, a to że powiedział to w taki sposób, jakby to rzeczywiście od niego zależało. Powinien powiedzieć, że to nie jest jego decyzja, bo to moje życie i on nie ma tu nic do powiedzenia. Ale tego nie zrobił. Dlatego trochę na niego nawrzeszczałam, on na mnie, a potem się przeprosiliśmy i było ok. To nie zmienia faktu, że i tak nie usiadłam obok niego w samolocie. Jestem taka mściwa. Haha.
~~~~~~~~~~~~~~~~
- A byłam pewna, że mieszkacie razem. Dlaczego nikt mnie nie uświadomił.
- Myślałem, że wiesz. Każdy z nas ma własny dom, ale kiedy mamy krótkie przerwy w trasie, to zdarza się, że nocujemy u Harry'ego, bo ma największy dom. Takie nasze głupie przyzwyczajenie.- wytłumaczył Niall, kiedy staliśmy obok czarnego auta na podziemnym parkingu lotniska w Londynie.
- Jesteście tacy dziwni.
- Hey!
- Oh. Już się tak nie bulwersuj skrzacie.- zaśmiałam się, przytulając go.- To do zobaczenia w piątek..
- Gem...
- Nie Ni. Możesz sobie mieszkać w innym domu, ale to nie zmienia faktu, że obiecałeś iść ze mną na zakupy w piątek. Nie wymigasz się.
- Ugh. Dobra, ale kupujesz mi kawę.
- Stoi.
- Będę po ciebie o 10.
- Zaśpisz.
- Nie prawda.
- Zrobisz to skrzacie.- zaśmiałam się, otwierając drzwi do auta, w którym już siedział Harry i mogę powiedzieć, że się niecierpliwi.
- Jesteś nieznośna.
- Ty też, ale nie narzekam.
- Zamknij się.- wywrócił oczami, po czym podszedł do drzwi auta obok i również je otworzył.- Będę o 10. Do zobaczenia złośnico.
- Pa skrzacie.
Oboje wsiedliśmy do samochodów, a kierowcy ruszyli z miejsc parkingowych, żeby zawieść nas do domu.
- Co tak długo? Nie mogliście się rozstać, czy co?
- Nie zaczynaj Harry.
- Ale co ja robię?
- Zaczynasz ten głupi temat. Za każdym razem powtarzamy ci, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, a ty swoje. Może tobie po prostu przeszkadza to, że my się przyjaźnimy. Co?
- Nie, naprawdę nie przeszkadza mi to. Po prostu jesteś moją siostrzyczką Gem, a Niall najlepszym przyjacielem i boję się, że jeśli między wami do czegoś by doszło, a później by się popsuło, to nie wiem jak bym się do tego odniósł.
- Jasne bracie. Ale między nami na serio nic nie ma. Wiesz, czuję się przy nim dobrze i komfortowo, a on jest naprawdę świetnym przyjacielem i nie chciałabym tego zepsuć. Nie masz się o co martwić.
- Cieszę się.
- Tak, ja też.
- Już nie mogę się doczekać, żeby położyć się w łóżku. Nie cierpię latać samolotem. Jestem taka zmęczona i obolała.
- Oh. A myślałem, że dobrze ci się spało na ramieniu Horan'a.
- Harry.- powiedziałam ostrzegawczym tonem, ale on się tylko zaśmiał i siedział już cicho.
Jesteś dziwny.
~~~~~~~~~~~~~~~~
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam.- było pierwszą rzeczą jaką usłyszałam po otworzeniu drzwi wejściowych.
- Spoko.- zaśmiałam się, zatrzaskując za sobą drzwi.- Wiedziałam, że zaśpisz skrzacie.
- A niby skąd?
- Oh. To bardzo proste. Jesteś taki jak ja.- wytłumaczyłam, podczas naszej drogi do auta Niall'a, gdzie na tylnym siedzeniu mogłam zauważyć Andy'ego, ochroniarza.
- Tak, to już ustaliliśmy, ale dalej nie rozumiem jak to się ma do rzeczy.
- Nie udawaj dżentelmena.- zaśmiałam się, kiedy blondyn otworzył mi drzwi od strony pasażera.
- Nie udaję. Ja nim jestem.- Jasne. Niall zamknął drzwi i szybko okrążył samochód, żeby już po chwili wyjeżdżać z podjazdu.- A wracając? 
- Cóż, powiedzmy że gdyby nie dwa budziki nastawione w pięciominutowych odstępach czasu, to prawdopodobnie dalej zalegałabym w łóżku.
- Więc pani wiecznie zorganizowana jest śpiochem?- zapytał rozbawionym tonem, a ja mogę powiedzieć, że w 100% uniósł swoje brwi do góry, nawet na niego nie patrząc.
- To nie ja się spóźniam prawie pół godziny.
- Nieważne. Po prostu powiedz mi gdzie mam jechać.
- Jak to gdzie? Do centrum.
- Ok.
- A tak z ciekawości, to gdzie jechałeś do tej pory, bo jakby nie było, gdzieś jechałeś.
- Nie wiem. Przed siebie?- wzruszył ramionami, zostając przy tym całkowicie poważnym, a ja po prostu wybuchnęłam śmiechem. Co ci siedzi w tej głowie Horan?
~~~~~~~~~~~~~~~~
- Daj spokój Gem.- zajęczał Niall, siedząc na niewielkiej, fioletowej kanapie, w rogu sklepu. To już czwarty butik, w którym jesteśmy i mogę powiedzieć, że jestem blisko doprowadzenia Horan'a na skraj załamania nerwowego.
- Nie wiem o co ci chodzi.
- Wybrałaś jakieś dwadzieścia sukienek. Weź idź je w końcu przymierz i będziemy mogli iść dalej.
- Dobra, dobra. Po co te nerwy.- wywróciłam oczami, zasłaniając za sobą kurtynę przebieralni. 
- Jeszcze nie widziałaś mnie zdenerwowanego.- odkrzyknął, a ja w tym momencie cieszę się, ze jesteśmy w tym butiku sami, no nie licząc ekspedientki i Andy'ego, bo inaczej mogłoby się zrobić niemałe zamieszanie wokół osoby Niall'a.
- I nie jestem pewna czy tego chcę. To gdzie idziemy później?
- Zdecydowanie Starbucks. Potrzebuję naładować akumulatory.
- Ok. No i co sądzisz?- zapytałam, wychodząc z przymierzalni. Stanęłam przed ogromnym lustrem, które stało naprzeciwko kanapy na której siedział Ni. Miałam na sobie długą, luźną sukienkę w azteckie wzory i prawdę powiedziawszy, nawet podobało mi się to jak wyglądałam.
- Jak zawsze wyglądasz pięknie, ale ona jest zdecydowanie za długa i za luźna. Następna.
Oh. No dobrze.
I tak o to przymierzyłam kolejne siedemnaście sukienek, które wybrałam, a każda kolejna została odrzucona przez Niall'a słowami 'za długa' lub 'za luźna'.
- Mam dość.- zajęczałam, opadając na kanapę obok Horan'a.- Po prostu idźmy do sex-shopu, tam napewno znajdziemy coś co ci się w końcu spodoba.
- No weź Gem. Nie potrzebujesz czegoś takiego, żeby wyglądać seksownie.- Oh. Może a może nie, trochę podbudowałeś moje ego. 
- Dobra. W takim razie ty coś znajdź, jak jesteś taki cwany.
- A żebyś wiedziała, że znajdę.
I on rzeczywiście podniósł się z tej kanapy i zaczął wertować wieszaki. To było całkiem zabawne, ponieważ miał minę tak skupioną, jakby co najmniej rozwiązywał zadanie z matematyki albo fizyki. Widziałam też,  rozbawienie na twarzy ekspedientki i Andy'ego, kiedy obserwowali Niall'a. 'Niall Horan przebiera w sukienkach'. Całkiem fajny temat na plotkarską stronę. Hahaha.
- Mam!
Podszedł do mnie i podał wieszak z czarnym materiałem, a na jego twarzy malowało się zadowolenie z siebie. Weszłam z powrotem do przymierzalni i przebrałam się w sukienkę, którą wybrał. Była czarna, prosta i elegancka, a siateczka, którą była wykończona u góry i to, że była obcisła, a dodatkowo sięgała mi do połowy uda, sprawiło że wyglądałam bardzo kobieco i pociągająco. Oh. I wzrok Niall'a mi to potwierdził, kiedy wyszłam zza zasłony.
- Więc nie mogłeś tak od razu? Jakby straciliśmy prawie półtorej godziny.
- Czyli teraz to moja wina?- zapytał rozbawiony.
- Tak
- Jesteś niemożliwa. Po prostu idź się przebierz. Bierzemy ją.
- Ok?- prychnęłam, ale rzeczywiście poszłam przebrać się w swoje ubrania.
Kiedy podeszłam do kasy, gdzie czekał już Niall i podałam ekspedientce sukienkę, chciałam dać jej też moją kartę kredytową, ale ona po prostu odsunęła moją rękę i podała granatową, papierową torbę.
- Ma pani świetnego chłopaka.- powiedziała z uśmiechem. I oh. No dobrze.
- Wiesz, że nie powinieneś płacić za moją sukienkę.- oświadczyłam mu, kiedy przemierzaliśmy drogę do Starbucksa, z Andy'm za naszymi plecami.
- A dlaczego nie? Wybrałem ją, to za nią zapłaciłem. To był mój kaprys.
- Niall, ona była droga.
- Cóż, o to to się chyba martwić nie muszę.- zaśmiał się.
- W takim razie dziękuję.
- Nie ma za co. Uwierz mi, patrzenie na ciebie w tej sukience, naprawdę mi to wynagrodzi.
- Ej!- uderzyłam go w ramię, ale to było lekkie, a ja byłam rozbawiona.
~~~~~~~~~~~~~~~~
- No nie wierzę!
- Co?
- Naprawdę masz figurkę Obamy ludzkich rozmiarów?
- Jak widzisz.
- Ale jakby po co ci to?
- To był prezent, a po za tym, no ej, to świetny towarzysz do picia piwa. O! I musisz wypróbować się mu wyżalić. Jest nieziemskim słuchaczem.
- Czyli co? Czasami siadasz sobie na tarasie z butelką piwa i gadasz do Obamy?
- Tak.
- A mówisz, że to ja jestem niemożliwa. Po prostu daj mi to piwo i siadaj już.
- Jasne. Zaraz wracam złośnico.- zaśmiał się, wchodząc z powrotem do domu, a ja zostałam sama w towarzystwie pana prezydenta. Hahaha.
Więc po zaliczeniu Starbucksa oraz TopShop'u i Vans'a po tym jak Niall powiedział, że nie może wrócić z pustymi rękami z zakupów, stwierdził że powinnam zobaczyć jego królestwo.  I tak o to znalazłam się na tarasie Horan'a.
- Masz.- powiedział Niall, podając mi otwartą już butelkę zimnego piwa.- Jestem głodny i zgaduję, że ty też, więc po prostu coś zamówmy.- zaproponował siadając na krześle obok z własnym piwem w ręce.
- Jasne. Więc co proponujesz? Myślę o czymś meksykańskim, ale mam ochotę na coś chińskiego, a w sumie pizza też byłaby spoko.
- To było ukryte 'ty wybierz'?
- Tak, to było dokładnie to.
- Subtelne. W takim razie zamówmy po prostu pizze.
- Dobry pomysł.- pokiwał z uznaniem głową, wyciągając jednocześnie swój telefon z kieszeni spodni. Otworzyłam usta, żeby powiedzieć mu jaką pizze chcę, ale on mnie zatrzymał.- Nie. Daj mi zgadnąć.
- Dobra.
- Margherita.
- Pudło skrzacie.
- Serio? Wyglądasz na kogoś kto lubi margherite.
- Nie. Jak dla mnie jest zbyt banalna. Moja ulubiona to peperoni. A tak z czystej ciekawości, to po czym poznajesz kogoś kto lubi margherite?- zapytałam rozbawiona, ale Niall mnie po prostu zbył, wybierając numer do pizzeri na swoim telefonie. Więc w czasie, kiedy on składał zamówienie, ja urządziłam sobie wycieczkę do łazienki (która swoją drogą była jak na faceta bardzo czysta i zadbana) i z powrotem. Kiedy siadałam na krzesło obok Niall'a, on przeglądał galerię w moim telefonie.
- Nie obraź się, ale napisałem do Harry'ego, że śpisz dzisiaj u mnie, bo piłem i nie mogę cię odwieść.
- Spoko. Co odpisał?- zapytałam, a w tym momencie na ekranie mojego telefonu pojawiła się nowa wiadomość.- Nie denerwuj mnie Gem?- przeczytałam na głos i trochę się zdziwiłam, ale kiedy przeczytałam to co napisał Niall, po prostu się zaśmiałam.
'Zostaję na noc u Niall'a. Będziemy uprawiać seks.' hahaha.
~~~~~~~~~~~~~~~~

środa, 24 września 2014

Rozdział 10

~~~~~~~~~~~~~~~~
257. Powoli zapukałam o powierzchnię czarnych drzwi hotelowych, przygryzając lekko moją dolną wargę. Nie musiałam na szczęście długo czekać, żeby drzwi się otworzyły, a jestem pewna, że Hazz widząc mnie tu, zrobiłby mi nie małą awanturę.
-Gem?- moim oczom ukazał się zdziwiony Niall. Miał na sobie szare dresy, ale nie miał koszulki, a ja wcale nie popatrzyłam zbyt długo na jego lekko umięśniony brzuch. Wcale.
- Um. Tak. Mogę wejść? Mam piwo i potrzebuję kogoś, żeby się ze mną napił i jakby potrzebuje się do kogoś przytulić, ponieważ Megan wyjechała, a ja mam nadal okres i to zapewne wszystko przez to, ale mam jakby doła.- powiedziałam, nie siląc się nawet na sztuczny uśmiech, ponieważ Niall nie jest głupi, więc i tak by to rozgryzł, a ja czuję, że przy nim nie muszę udawać nikogo innego i ufam mu.
- Jasne. Wejdź.- odsunął się od drzwi, pozwalając mi wejść do środka, a na jego ustach majaczył lekki uśmiech. Może to głupie, ale wiem czym był spowodowany. Chodzi o to, że nie należę do osób, które lubią się dzielić swoimi uczuciami i tym bardziej nie lubią pokazywać swojej słabszej strony. On to wie, a sytuacja, która przed chwilą się wydarzyła, to było właśnie to. Moje zupełne przeciwieństwo. Moja słaba strona. Jasne, powinnam się wkurzyć, bo on się naśmiewa ze mnie, ale nie umiem, bo na jego miejscu zrobiłabym to samo.
I na całe szczęście to nie było coś niezręcznego, my tylko leżeliśmy na łóżku przytuleni, po tym jak wypiliśmy piwo, które przyniosłam. Kompletnie się odprężyłam, trzymając głowę, na jego nagiej piersi, podczas, gdy moja ręka kreśliła dziwne wzorki na jego brzuchu, a on po prostu oplótł mnie swoim ramieniem i zakręcał kosmyk moich włosów na swojego palca. Oboje byliśmy cicho, a całe pomieszczenie wypełnione było cichymi dźwiękami muzyki pochodzącej z Iphona Niall'a, więc dowiedziałam się, że mamy podobny gust muzyczny. To śmieszne. Bo chodzi o to, że znamy się jakby miesiąc, ale zachowujemy się przy sobie naturalnie i śmiało nazywamy przyjaciółmi, a na dobrą sprawę, to nie wiemy o sobie zbyt wielu rzeczy. Prawdopodobnie chodzi o to, że jesteśmy podobni, bo nie ma co się tu doszukiwać drugiego dna. Znaczy, musiałabym być ślepa i głupia, żeby nie widzieć tego, jak przystojny i inteligentny jest Niall, ale nie patrzę na niego w tej kategorii. I może ktoś mógłby powiedzieć, że jestem głupia, to tak jest. Zależy mi na naszej przyjaźni, bo to pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy czuję się przy kimś tak dobrze i komfortowo, więc nie chcę tego zepsuć. Myślę, że jestem stuknięta, bo mówię to, ale jeżeli coś między nami na serio zaczęłoby się dziać, to prawdopodobnie nie przerwałabym tego.
- Gem?
- Hm?
- Mogę cię o coś zapytać?- mogę zauważyć, że jego głos jest zdenerwowany, przez sposób w jaki jego głos się trzęsie.
- Jasne. Wal śmiało.
- Czy ty coś do mnie czujesz?- zapytał, a ja szerzej otworzyłam oczy, podnosząc się do pozycji siedzącej i odwracając się tak, że mogę na niego spojrzeć. Niall też się podniósł, przez co teraz może bez problemu patrzyć mi w oczy.
- Co? Skąd ci to przyszło do głowy?
- Ja... Ugh. Po prostu na ostatnich paru koncertach, za każdym razem, kiedy się na ciebie popatrzyłem, to cały czas na mnie patrzyłaś i uśmiechałaś się lekko, a dzisiaj przyszłaś do mnie i ja, nie wiem.- cóż, to na pewno nie było dla niego komfortowe. Był zdenerwowany, zawstydzony, spuścił głowę w dół i  podrapał się po karku.
- Ok. Posłuchaj mnie Niall.- powiedziałam, a on w końcu podniósł na mnie wzrok.- Jesteśmy przyjaciółmi, a ja nie patrzę na ciebie pod innym kontem. Jasne lubię cię, ale nic więcej. To, że się na ciebie patrzę podczas koncertów, to nie to, że rozbieram cię wzrokiem czy coś, po prostu znamy się krótko i jakby intrygujesz mnie, ty i to w jaki sposób zachowujesz się na scenie, kiedy śpiewasz lub grasz na gitarze, uśmiecham się, bo to fajne uczucie widzieć człowieka, który robi to co kocha i wkłada w to całego siebie, a to, że dziś do ciebie przyszłam, to dlatego, że potrzebowałam czyjejś obecności, a ty jesteś moim przyjacielem i czuję się przy tobie komfortowo.- zakończyłam, a on wypuścił z siebie dźwięk ulgi i uśmiechnął się, przez co poczułam się trochę źle.- Czy to aż tak źle myśleć, że mogłabym być w tobie zakochana? Jestem aż tak okropna?- zapytałam smutno, po chwili ciszy.
- Co?- oczy Niall'a rozszerzyły się, a on momentalnie się ożywił.-  O mój Boże, Gem! To nie o to mi chodziło. To byłby zaszczyt, gdyby tak piękna i mądra kobieta byłaby we mnie zakochana, po prostu zależy mi na naszej przyjaźni, a po za tym Harry by mnie chyba wykastrował.- I tu zapewne masz rację. Haha.
- Cóż, nie powiem, ulżyło mi. I dla jasności, mi też zależy na naszej przyjaźni.- uśmiechnęłam się lekko, kiedy Niall oplótł swoje ręce wokół moich ramion. I to jest kurwa niedorzeczne, żeby tak dobrze przytulać.
Jestem dziwna.
~~~~~~~~~~~~~~~~
- Naprawdę nie ogarniam dlaczego się rozpakowujesz , skoro zostajesz tu tylko na trzy dni.- westchnęłam składając kolejną koszulkę Niall'a i wkładając ją do walizki.
- Nigdy nie mogę w niej nic znaleźć, więc po prostu wyrzucam z niej wszystko po kolei.- krzyknął z łazienki, gdzie pakował swoje kosmetyki, jakkolwiek głupio to zabrzmi.
- Jesteś popieprzony, przysięgam.- zaśmiałam się, wywracając oczami.
- Jestem facetem.
- Harry też, ale on nie rozrzuca swoich rzeczy po całym pokoju, kiedy zostaje w nim tylko na trzy dni i to niecałe.- zauważyłam, chwytając w dłonie kolejny skrawek materiału, białą bluzkę z niebieskimi rękawami.
- Może, ale on nosi jedną parę dziurawych spodni i parę podkoszulek na zmianę, a czasami dorzuci jakąś koszulę. Nie zapomnijmy o tym, że ma przy sobie tylko dwie pary butów, które swoją drogą są mega zniszczone i czasami się zastanawiam, jak to jest, że one się jeszcze nie rozleciały. A dla porównania, ja mam całą walizkę ciuchów i jakieś pięć par butów.- dokończył wchodząc do pokoju, razem ze swoją kosmetyczką w ręku.
- Masz punkt.- przyznałam, stojąc przed sporym lustrem w rogu pokoju i przykładając wspomnianą wcześniej bluzkę do mojego ciała.- Hej, mogę ją sobie wziąć?
Niall odwrócił się w moją stronę, a kiedy zobaczył co trzymam, uśmiechnął się lekko i skinął głową, więc położyłam koszulkę na komodę i wróciłam do składania jego rzeczy.
- Więc lubisz męskie rzeczy?- zapytał sugestywnym tonem, po chwili ciszy. Podniosłam na niego wzrok, żeby zobaczyć jak składa swoje spodnie.
- Oh. zamknij się.- rzuciłam w niego jedną z koszulek, które leżały jeszcze na ziemi. I takim o to sposobem skończyliśmy goniąc się po całym pokoju, okładając się jednocześnie koszulkami Niall'a.
Jesteśmy tacy dziecinni, przysięgam.
~~~~~~~~~~~~~~~~
- Ugh. Ta kawa jest okropna.- wykrzywiłam się, wysiadając z auta przed areną.
- Ta. To twoja wina.- stwierdził Niall, który szedł zaraz obok mnie, kiedy weszliśmy do środka i zmierzaliśmy w stronę garderoby, gdzie są już chłopaki i Lou.
- A niby jak to moja?!- oburzyłam się.
- Mówiłem, żebyśmy poszli do Starbucksa, to ty się uparłaś, żebyśmy poszli do tej małej uroczej kawiarenki na przeciwko hotelu.
- Cóż, nie narzekałeś, kiedy przez całą drogę tutaj, pożerałeś garściami ciastka, które tam kupiliśmy.
- Bo były dobre, a po za tym to ty zaczęłaś narzekać, nie ja.
- Nie ważne.- wywróciłam oczami, wyrzucając kubek po kawie do kosza obok drzwi prowadzących do garderoby. Niall je otworzył i gestem ręki pokazał, żebym weszła pierwsza, a ja naprawdę nie mogła się nie uśmiechnąć, bo to było takie urocze, kiedy facet to robi, a kiedy robi to on, to jest jakby podwójnie urocze.
- Oh! Jak miło, że raczyliście się w końcu pojawić.- oznajmił Harry, od razu, kiedy weszliśmy do środka. Po raz kolejny tego dnia wywróciłam oczami i jestem prawie pewna, że Niall zrobił to samo, a wnioskując po tym jak chłopcy i zaśmiali się cicho, patrząc na nas, to myślę, że mam rację.- Gdzie wyście byli?
- Na kawie.- powiedział blondyn, siadając obok mnie na jednej z trzech kanap, które się tutaj znajdują.
- I kupiliśmy wam ciastka.- dodałam.
- Tak, ale potem je zjedliśmy, bo był korek a nam się nudziło.- zaśmiał się pod nosem, a ja mimowolnie zrobiłam to samo.
- Jesteście tacy dobroduszni.- powiedział sarkastycznie Lou.
- Ej! Nie wiń nas, tylko tych ludzi, którzy blokowali ruch uliczny.- podniosłam ręce w geście obronnym, próbując z całych sił się nie śmiać.
- Jesteście siebie warci.- westchnął tylko i odszedł na drugi koniec pomieszczenia, żeby wziąć sobie wodę.
Zostawiliśmy ten temat w spokoju i zaczęliśmy rozmawiać na temat zdjęć, które przysłała wczoraj Megan, a które swoją drogą są niesamowite. Nie mogłam się za bardzo skupić na rozmowie, kiedy czułam na sobie spojrzenie Liam'a i nie wiedziałam o co mu może chodzić. Jakby, nie wiem, mam coś na twarzy? Jestem brudna?
- Jestem prawie pewny, że gdzieś już widziałem tą bluzkę.- Oh. No to wszystko jasne. 
Wszyscy skupiliśmy na nim wzrok, a on wskazał na mnie, przez co teraz to ja byłam w centrum uwagi. Miałam na sobie jasne przecierane jeansy, białe conversy przed kostkę i bluzkę Niall'a, tą samą, którą od niego wzięłam parę dni temu, tą z niebieskimi rękawami.
- Jest Niall'a.- powiedziałam po prostu, bo nie widziałam w tym nic złego, w przeciwieństwie do mojego brata, który od razu wyrzucił swoje dłonie w powietrze, przy czym prawie nie uderzył Zayn'a w twarz i zaczął krzyczeć.
- Dlaczego moja siostra ma na sobie twoją bluzkę Niall?!- Oh i tu mnie zaskoczyłeś. Tym razem to nie ja jestem kozłem ofiarnym?
- Bo ją jej dałem?
- Ale dlaczego?! W sensie, co robiliście?!
- Jezu Chyryste, Harry! Nic nie robiliśmy. Gemma pomagała mi się pakować ostatnio i zapytała się czy może wziąć sobie tą koszulkę, więc jej ją po prostu dałem.
- Oh. Sorry.- powiedział po chwili, kiedy zeszło z niego otępienie i złość.
- I to nie jest wcale tak, że jakbyśmy rzeczywiście coś robili, to byłaby to twoja sprawa Hazz.- dodałam, robiąc to specjalnie, bo ja naprawdę lubię go wkurzać i szczerze nie rozumiem, co on ma do relacji mojej i Niall'a. To nasze życie.

~~~~~~~~~~~~~~~~